Smutna opowieść o Królu Sobieskim – nadesłane z Karyntii

Król Jan III Sobieski – niedoceniony obrońca chrześcijaństwa

Już tytuł sugeruje, że nie będzie to, prawdopodobnie wbrew oczekiwaniom szanownego audytorium, opowieść o dozgonnej wdzięczności Austriaków za uratowanie Wiednia i Europy przed grożącym zalewem najpotężniejszej w tamtych czasach armii Imperium Osmańskiego.

Rzeczywistość jest, niestety, całkowicie inna. Rola polskiego wojska jest umniejszana, a jej bohaterscy żołnierze przedstawiani jako prymitywna, nieokrzesana i zainteresowana wyłącznie wojennymi zdobyczami banda rozbójnicza z watażką Sobieskim na czele.

Aby zrozumieć motywy fałszowania historii i krzywdzącą ocenę obrońców Wiednia należy poznać sytuację polityczno – społeczną XVII wieku.

Od 1572 roku władzę w Polsce sprawowali królowie elekcyjni, tak więc Jan III Sobieski objął spuściznę po pięciu królach obcokrajowcach, niezbyt zainteresowanych dobrem i losami Polski i Michale Korybucie Wiśniowieckim, którego, dzięki Bogu, krótki czas panowania był raczej bezkrólewiem. Złośliwi głosili, że król znał wprawdzie kilka języków obcych, ale w żadnym z nich nie miał nic do powiedzenia.

Był to okres tzw. sarmatyzmu, zwanego też czasami „złotej wolności polskiej szlachty” – liberum veto, nihil novi i liczne inne, nie zawsze sensowne

przywileje, ograniczały władzę królewską, oraz hamowały przyswajanie zdobyczy epoki oświecenia, co powodowało zacofanie w porównaniu z innymi krajami Europy, a szczególnie Francją, gdzie panował przyjazny Tukom i skłócony z Habsburgami „król słońce”- Ludwik XIV wyznający zasadę „absolutum dominum”, co oznaczało nieograniczoną i niekontrolowaną władzę królewską.

W czasie absolutyzmu w krajach tych nastąpił gwałtowny rozwój nauki, kultury i sztuki, powstawały wspaniałe, istniejące do dziś, budowle. Dokonano wielu znaczących wynalazków – luneta, mikroskop, barometr, termometr, po raz pierwszy zmierzono prędkość światła, a do odkryć bardziej prozaicznych należy zaliczyć korek do butelki, co pozwoliło przez dłuższy czas przechowywać wino – były to zdobycze tamtych czasów, które do Polski dotarły znacznie później.

Sytuacja Jana III Sobieskiego była dość skomplikowana – podpisany w Jaworowie z Francuzami traktat zobowiązywał do lojalności wobec Ludwika XIV, ale król zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa ciągłych najazdów tureckich. Na pomoc Francuzów nie mógł liczyć, bowiem jak już wcześniej mówiłem, władca Francji sprzyjał Osmanom, tak więc Jan III  Sobieski zmuszony był do zawarcia sojuszu z Habsburgami, a konkretnie z cesarzem Leopoldem I, który, jak większość władców tej dynastii, nie był przyjaźnie nastawiony do Polski i Polaków, a ponadto, nie traktował królów elekcyjnych jako równoprawnych partnerów. Traktat o wzajemnej pomocy w wypadku ataku Osmanów podpisany został w kwietniu 1683 roku i zaledwie trzy miesiące później Turcy rozbili namioty pod Wiedniem, a cesarz austriacki zanim uciekł z oblężonego miasta wezwał sprzymierzeńca do udzielenia pomocy.

Król Polski zobligowany zawartym sojuszem, nie czekając na spóźniających się Litwinów, ruszył na czele 26 – tysięcznej armii w kierunku Austrii, pokonując w ciągu 8 dni odległość 400 kilometrów. Rada wojenna sił sprzymierzonych wybrała króla Polski, jako jedynego suwerennego władcy głównodowodzącym obroną Wiednia, bowiem cesarz Austrii „bohatersko” wycofał się na bezpieczną odległość, a mianowicie do położonego 350 kilometrów na zachód od Wiednia, Passau.

12 września rano, po mszy świętej, zjednoczone siły koalicji stanęły do walki z przeciwnikiem dysponującym dwukrotnie większą armią. Działania zaplanowano na dwa dni, ale potężnego uderzenia wojsk sprzymierznych armii, a głównie polskiej husarii, której atak spowodował wstrzymanie działań wojsk austriackich i niemieckich zafascynowanych impetem i skutecznością najlepszej w tamtych czasach na świecie jazdy polskiej spowodował, że zaprawiona w wielu bojach armia Osmanów nie była w stanie się oprzeć i Turcy ratowali życie bezładną ucieczką, a Wiedeń i chrześcijańska Europa zostały uratowane przed zalewem wyznawców Mahometa.

Następnego dnia, 13 września, mimo wysiłków „wdzięcznych austraiyckich sprzymierzeńców” usiłujących nie wpuścić zwycięskiego wodza przed przybyciem z bezpiecznej kryjówki „walecznego” cesarza, udało się Janowi III Sobieskiemu wkroczyć triumfalnie do Wiednia i odebrać należny mu hołd wdzięcznego za ocalenie społeczeństwa.

15 września Leopold I powrócił do wyzwolonej jeż stolicy i spotkał na przedmieściach Wiednia króla Polski i jego świtę. Wyrazy wdzięczności cesarza były raczej powściągliwe, a brak reakcji po przedstawieniu przez Króla Sobieskiego jego syna Jakuba, zaliczyć można do wyjątkowej arogancji.

Następnym przejawem wrogości jest fakt pozostawienia bez opieki rannych polskich żołnierzy. Całkowity brak środków transportu i choćby podstawowego zaopatrzenia utrudniał powrót potrzebujących pomocy ofiar działań wojennych. Służby sanitarne zmuszone wyjątkową sytuacją przemocą zdobywały konie, wozy i środki żywnościowe, co strona austriacka wykorzystała do przedstawienia Polaków jako bandy rozbójnicze.

W XIX wieku historycy i literaci w Austrii i Niemczech świadomie fałszowałi historię umniejszając rolę Polaków, ewentualnie pomijając udział polskiej armi w jednej z najważniejszych, jeśli nie najważniejszej bitwie w historii Europy. Przykładem może być muzeum wojskowe w Berline, gdzie całkowicie pominięto udział Polski w obronie Wiednia !

Znamiennym faktem jest brak pomnika Jana III Sobieskiego w Wiedniu.

Mimo wielokrotnych prób nie udało się uświetnić wyjątkowego dla Austrii i Europy aktu poświęcenia i bohaterstwa, motywując to brakiem środków finansowaych, lub innymi, mało istotnymi argumentami.

Z niewielu istniejących miejsc pamięci należy wymienić ustawiony na czterech kulach armatnich, zwieńczony krzyżem obelisk w miejscu spotkania cesarza z polskim królem.

Istnieje też tablica na ścianie frontowej kościoła św. Augustyna upamiętniająca udział zwycięskiego wodza  w mszy świętej w dniu 13 września.

Najważniejszym miejscem pamięci historycznego zwycięstwa jest wzgórze Kahlenberg, skąd król dowodził działaniami bojowymi. W kościele Św. Józefa, w którym corocznie odbywają się we wrześniu uroczystości jubileuszowe, znajduje się kaplica Jana III Sobieskiego, a w niej duża ilość pamiątek związanych z obroną Wiednia. Nad wejściem głównym do kościoła umieszczono tablicę pamiątkową, którą w dwusetną rocznicę bitwy rada miejska Wiednia zadedykowała „wodzowi armii” – oczywiście, cesarzowi Leopoldowi I, małym drukiem wymieniono również polskiego króla i innych przywódców, oraz sojusznicze narody – niemiecki i polski. Nieco niżej, po prawej stronie papież Jan Paweł II odsłonił w roku 1983 tablicę upamiętniającą odsiecz Wiednia i króla Jana III Sobieskiego.

Wydawać by się mogło, że historia Austrii nauczana w szkole powinna choćby podstawowe fakty przedstawiać w sposób obiektywny. Oto fragment rozdziału dotyczącego  obrony Wiednia w podręczniku trzeciej klasy gimnazium – wprawdzie jest tam napisane, że sojuszniczą armią dowodził król Polski, ale była to jedyna wzmianka o udziale Polaków, natomiast tuż obok bardzo krótkiego opisu mieszczącego się zaledwie na połowie strony A4, widnieje wyjęty z kontekstu i dość dowolnie przetłumaczony urywek listu króla do żony Marysieńki opisujący przebieg walk, cytuję:< nasza armia zdobyła wspaniałe, złotem ozdobiane szable tureckie, a z przynajmniej 100 tysięcy namiotów każdy mógł zabrać co chciał >, koniec cytatu –  poniżej umieszczono pytanie do uczniów: < co było w tym liście najważniejsze dla Sobieskiego ? > W ten sposób młodzież austriacka wzrasta w przekonaniu, że jadynym powodem udziału polskiej armii w obronie Austrii i europejskiego chrześcijaństwa była chęć grabieży pozostawionych przez Turków dóbr materialnych.

Taki sposób przedstawiania historii jast  kontynuacją „przyjaznego stosunku” i objawów wdzięczności wyrażanych przez cesarza Leopolda I, który nazwał króla Polski < barbarzyńcą z krucyfiksem.

Ukoronowanie traktatu o wzajemnej pomocy nastąpiło niecałe sto lat później, a  mianowicie, udział Austrii w pierwszym i trzecim rozbiorze Polski, co spowodowało zniknięcie naszego kraju z mapy Europy na sto dwadzieścia trzy lata.

Na zakończenie pozwolę sobie na akcent bardziej pozytywny. Jerzy Franciszek Kulczycki, urodzony w Kulczycach  koło Samboru – tłumacz,

szpieg, dyplomata, a przedewszystkim, żołnierz-patriota, który przebrany za Turka, podśpiewując tureckie piosenki, przedostał się przez obóz wroga do księcia lotaryńskiego i wrócił do Wiednia z wiadomością o nadchodzącej odsieczy, co odwiodło obrońców Wiednia od zamiaru poddania miasta. Po zwycięstwie rada miejska uznała go za bohatera, a w nagrodę otrzymał 100 dukatów, dom i prawo wyboru dowolnych łupów pozostawionych przez Turków. Kulczycki, ku ogólnemu zdziwieniu, wzięł 300 worków dziwnych ziaren, jak sądzono, paszy dla wielbłądów, ale Kulczycki, który przebywał w Turcji wiedział, że to jast kawa i otworzył pierwszą w Widniu kawiarnię. Gorzki napój nie smakował jednak gościom, więc pomysłowy Kulczycki dodawał miód, a potem zaczął dolewać mleko. Jego wynalazkiem były też wypieki w kształcie półksiężyca. W Wiedniu istnieje ponad dwa tysiące kawiarni, w których można wybierać spośród 50 gatunków kawy.

W uznaniu zasług, w odróżnieni do Jana III Sobieskiego, na rogu ulicy jego imienia, Kolschitzkygasse i Favoritenstrasse został wzniesiony pomnik bohaterskiego żołnierza, a na budynku w którym mieszkał widnieje tablica pamiątkowa.

Poza centrum Wiednia imieniem króla została nazwana jednokierunkowa wąska uliczka, również przylegający do niej mały plac nosi imię obrońcy Wiednia. Kilka lat temu stojąc pod tablicą z nazwą ulicy zapytałem dziesięciu przechodniów i tylko dwie osoby wiedziały, kto to był Sobieski – turyści z Chin.

W historii świata wielu Polaków znalazło należne im miejsce –Mikołaj Kopernik „wstrzymał słońce, ruszył zemię”, muzyka Fryderyka Chopina zachwyca do dziś, Jan Paweł II przyczynił się do, wydawało się rzeczy niemożliwej – upadku komunizmu, natomiast Jan III Sobieski uchronił Europę od zalewu Imperium Osmańskiego, co z pewnością byłoby jednoznaczne z islamizacją naszego kontynentu.

To epokowe zwycięstwo możliwe było dzięki niezwykle walecznej armii, oraz     nowoczesnemu i skutecznemu uzbrojeniu, a głównie uznanej za najlepszą na świecie szabli.

Nic nie przemawia  do wyobraźni tak, jak dowód rzeczowy – pozwolę sobie zademonstrować białą broń polskiej armii, a Panią Zofię proszę o przyjęcie szabli Sobieskiego jako dowódu uznania za niezwykle ważne i z pewnością niełatwe dzieło krzewienia Polskiej historii i kultury.

 

Jerzy Konarzewski